Nov 30, 2006
Granice przyzwoitości

Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie bronił nazistowskich zabaw w palenie swastyk i marsze z pochodniami. Ale oskarżenia sypiące się przez cały wczorajszy dzień ze wszystkich mediów zostały chyba sformułowane zbyt pochopnie.

Nic, poza tytułem w nowo otwartym portalu internetowym, nie wskazuje na odpowiedzialność za nazistowski zlot w Zabrzu Młodzieży Wszechpolskiej. Jedna zidentyfikowana uczestniczka to do sformułowania takiego zarzutu jeszcze za mało. Tymczasem samo zadanie pytania o dowody już uważane jest za obronę "tego faszysty Giertycha". Jeśli autor tego filmu zdobędzie się na odwagę sformułowania oskarżeń pod własnym nazwiskiem, jeśli Młodzieży Wszechpolskiej i Romanowi Giertychowi udowodnione zostanie, że kłamią, twierdząc, iż organizacja ta nie ma z nazistowskim sabatem nic wspólnego - całym sercem poprę żądanie wyciągnięcia wobec nich prawnych i politycznych konsekwencji. Ale na razie chór lewicowych polityków zakrawa mi na zwykłą hucpę, w której nie chodzi bynajmniej o przestrogę przed nazistowskim zagrożeniem - bo w Polsce, na szczęście,takiego zagrożenia nie ma - tylko o unurzanie politycznych przeciwników w błocie. O stworzenie propagandowej symetrii pomiędzy tradycją Dmowskiego i Narodowej Demokracji a hitlerowskim nazizmem, o przypięcie rządowi Kaczyńskiego łatki jeśli nie "faszystowskiego", to przynajmniej "faszyzującego" (cóż właściwie to słowo konkretnie znaczy?), i, jak to już parę razy się zdarzyło, pójściu z tym na skargę do Europy. A zachodnie salony, zwłaszcza w tych krajach, które tolerują u siebie prawdziwą recydywę antysemityzmu bądź nazizmu, podchwytują takie okazje z ochotą, rozpisując się w swych gazetach, jaka to z Polski oaza faszyzmu: współrządzi partia jawnie nazistowska, Żydzi i homoseksualiści boją się wyjść na ulicę, a dziennikarze boją się pisać, co naprawdę myślą - i jakby co, na wszystko są dowody w wypowiedziach nielicznych walczących z reżimem Polaków. Stwierdzenie, że w pogoni za sensacją i w walce politycznej powinny obowiązywać jakieś granice, zawsze wydawało mi się truizmem - a tymczasem niepostrzeżenie staje się głosem wołającego na puszczy.

Rafał A. Ziemkiewicz

Posted at 02:12 pm by ziemkiewicz
Comments (2)  




Nov 29, 2006
Nieoczekiwani sojusznicy

W starym kawale sprzedawca papug prezentuje klientowi coraz droższe, coraz to piękniej ubarwione i znające coraz więcej języków obcych okazy, aż w końcu okazuje się, że najdroższa w całym sklepie jest papuga zupełnie niepozorna, nieznająca języków i szara. - Ona? Dlaczego? - dziwi się klient. Na co sprzedawca: - Widzi pan, bo sam nie wiem, czemu te wszystkie pozostałe mówią do niej "szefie". Z niewielką zmianą jest to kawał o sekretarzu generalnym Platformy Obywatelskiej Grzegorzu Schetynie. Trudno powiedzieć, żeby się czymś specjalnym wyróżnił. Nie zasiadał w żadnej sławnej komisji śledczej, nie poprowadził żadnej wielkiej akcji politycznej, nie przewodził blokadom ani strajkom.

W badaniach sympatii do polityków w ogóle nie występuje, bo przeciętnemu wyborcy jego twarz i nazwisko nic nie mówią. Ale, nie wiedzieć czemu, wszyscy się go boją. Przynajmniej w Platformie Obywatelskiej.

Schetyna ma tam bowiem opinię człowieka od załatwiania za Donalda Tuska tych spraw, których Tuskowi nie wypada załatwiać osobiście. Obecnie taką sprawą jest Jan Rokita, i, jak informują dziennikarze śledzący te sprawy pilniej ode mnie, Grzegorz Schetyna jest już w drodze do Małopolski, z odpowiednimi poleceniami dla tamtejszych struktur.

Tusk przynajmniej ma komu takie sprawy zlecać, podczas gdy Jarosław Kaczyński aktów partyjnej eksterminacji musi dokonywać osobiście. A stoi przed podobną potrzebą, tylko że jego problem nazywa się Marcinkiewicz. Ciekawe jest podobieństwo sytuacji obu przeżutych przez swoje partie i porzucanych dziś polityków - jeden zbyt liberalny dla partii ludowo-narodowej, drugi zbyt konserwatywny dla coraz bardziej lewicujących liberałów. Może założą razem własne ugrupowanie? Dziś to wydaje się nieprawdopodobne.

Ale kto jeszcze tydzień temu spodziewał się, że Giertych surowo nakaże swym radnym wejść w sojusz z SLD? Choć to akurat jest zupełnie logiczne - najwyższy czas odbudować na lewicy skrzydło moczarowskie. Dla obu stron to powrót sentymentalny: dla Giertycha do rodzinnej tradycji "rady konsultacyjnej", a dla byłych działaczy PZPR do świetnych czasów przewodzenia "stronnictwom sojuszniczym".

Rafał Ziemkiewicz

Posted at 02:16 pm by ziemkiewicz
Make a comment  




Nov 28, 2006
Afera z braku laku

"Trybuna" wytropiła aferę w telewizji publicznej: Marcin Wolski dostał z TVP zlecenie na napisanie noworocznej szopki! Marcin Wolski, jak wiadomo, ma poglądy zdecydowanie solidarnościowe, nie ukrywał nigdy swej sympatii dla prawicy, a na dodatek jest dyrektorem Programu 1 Polskiego Radia. Wszystko to daje organowi centrolewu asumpt do krzyku, że to "sami swoi" i kolesiowska przysługa jednego prawicowca dla drugiego. Niestety nie wszystko do tej prostej jak cios cepa teorii pasuje. Przede wszystkim szopkę pisze Wolski razem z Markiem Majewskim, autorem takich przebojów, jak " PiS da radę" czy "Konduktorze morowy, zabierz nas do Włoszczowy". Na dodatek akurat ostatnio, na jubileuszu "Kabaretowej sceny przyjaciół Marka Majewskiego", pojawił się na tejże scenie Marek Borowski - zrobić z Majewskiego kolesia PiS nijak się nie da. Lewicowi tropiciele afer udają więc, że w ogóle nie wiedzą, kto zacz, nazywając go "byłym felietonistą tygodnika "Wprost"". Dlaczego nie "aktualnym współpracownikiem tygodnika " Newsweek""? Albo nie czytają żadnych gazet poza swoją, albo uważają, że "Wprost" skojarzy się ich czytelnikom bardziej prawicowo i prorządowo. Udają też autorzy aferalnej enuncjacji, że nie wiedzą, iż spółka autorska Wolski - Majewski pisze noworoczne szopki dla TVP 1 od wielu lat i, o dziwo, że zamawiano je u niej także za rządów lewicy. I że wtedy również nie urządzano na pisanie szopki (ani, dajmy na to, kabarecików Lipińskiej) żadnych publicznych przetargów, czego zdaje się domagać "Trybuna", bo zamawianie programów nie u autorów, tylko w drodze przetargu, byłoby nonsensem dla wszystkich, poza autorami "Trybuny", oczywistym. Za swą czujność powinna "Trybuna" dostać od PiS jakiś dyplom. Pokazując, że przy wszystkich swych staraniach nie może znaleźć żadnej większej afery na pierwszą stronę weekendowego wydania, wystawia przecież obecnej władzy jak najlepsze świadectwo.

Rafał Ziemkiewicz

Posted at 02:17 pm by ziemkiewicz
Make a comment  




Nov 2, 2006
Donos kopernikański

Niefortunna inicjatywa PO, jaką był raport o mediach publicznych, odwróciła uwagę od innego, znacznie ciekawszego jej posunięcia. Myślę o złożeniu doniesienia do prokuratury na posła Przemysława Gosiewskiego w związku z wybudowanym za jego sprawą dworcem kolejowym we Włoszczowie. Zdaniem dwojga posłów PO Gosiewski, decydując o obdarowaniu mieszkańców wspomnianego miasteczka budowlą wzniesioną za pieniądze podatników z całej Polski, dopuścił się przestępstwa.

Mam nadzieję, że prokuratura doniesienia nie zignoruje. Obok procesu byłego ministra skarbu Kaniewskiego, sądzonego z oskarżenia pewnej fundacji, jakoby nie załatwił tego, co był obiecał w zamian za wręczoną mu łapówkę (pisałem o sprawie w jednym z felietonów), proces Gosiewskiego byłby bowiem najbardziej brzemienną w skutki sprawą w pitawalu III/IV RP. Gdyby sąd orzekł, że polityk, używając pieniędzy publicznych na przekupywanie swoich wyborców, popełnia przestępstwo, skutkiem byłby kopernikański przewrót w polskiej polityce. Osiemdziesiąt, jeśli nie 99 procent naszej klasy politycznej poszłoby siedzieć, a nowi politycy, zajmujący miejsce aresztowanych, zaczęliby może uważać za swój cel służbę dobru wspólnemu, a nie zapewnienie sobie reelekcji poprzez przekupywanie elektoratu wcześniejszymi emeryturami, dopłatami, gwarantowanymi cenami skupu etc., wszystko oczywiście na koszt budżetu. Być może nawet zaczęliby rozumieć, że budżet to niejako wspólna składka obywateli na wspólne cele, a nie wór niczyich pieniędzy, z których ten, kto akurat dorwie się do władzy, może korzystać wedle swojego widzimisię.

A gdyby sąd przyznał Gosiewskiemu prawo do wydawania publicznych pieniędzy na kupowanie głosów w swoim okręgu... To cóż, nic by się nie zmieniło. Tak jak nic nie zmienia się w traktowaniu naszych pieniędzy po każdych kolejnych wyborach. Tyle że praktyka rabowania przez polityków podatnika zyskałaby urzędowe uzasadnienie na piśmie, co też byłoby coś warte.

Rafał A. Ziemkiewicz

Posted at 03:49 pm by ziemkiewicz
Comment (1)  




Oct 30, 2006
Strzały Giertycha

Najlepszy prima aprilis, jaki pamiętam z Peerelu, stanowiła informacja o wprowadzeniu kartkowej sprzedaży prezerwatyw. Nie pomnę, która gazeta wymyśliła ten szatański żart, ale przypominam sobie, że w odnośnym tekście szczegółowo wyliczono wielkość przydziałów, która uzależniona miała być od wieku. Ponieważ kartki miały przysługiwać jedynie pełnoletnim, w mojej szkole zapanowało autentyczne oburzenie i nastroje rewolucyjne. Co istotne, ani wśród nas, ani wśród próbujących uśmierzyć gniew nauczycieli długo nikt nie skojarzył, że to przecież 1 kwietnia. Na kartki sprzedawano wtedy nawet gacie, z wymianą dwóch par kalesonów na sześć par damskich majtek lub klapki kąpielowe, przy czym w geesie zamiast klapek dawali na ten sam kupon gumofilce, a w aptece irygator (może przesadzam, ale kto te czasy pamięta, wie, że tylko trochę). Coś, co powinno na pierwszy rzut oka zdradzać wygłup, w tym kontekście wyglądało tak prawdopodobnie, że trudno się było nie nabrać.

Bardzo podobnie jest z żartem nieznanego dowcipnisia z Częstochowy, który rozesłał po szkołach w całej okolicy mejla niby to od ministra Giertycha, nakazując podjąć organizacyjne przygotowania do wprowadzenia zamiast obecnej religii dwóch nowych przedmiotów - religii ogólnej i religioznawstwa. Część dyrektorów posłusznie rzuciła się wykonywać wytyczne, część pisać listy protestacyjne, natomiast prawie nikt nie wziął pod uwagę możliwości, że list jest fałszywy i ktoś po prostu się wygłupia.

Trudno o bardziej dojmujący znak, do jakiego stopnia Giertych nie nadaje się na swoje stanowisko. Owszem, strzelając wciąż nowymi pomysłami, zdołał parę razy wymyślić coś sensownego, ale wynikło to głównie z rachunku prawdopodobieństwa. W szkołach jedni ministra lubią, inni nie, ale wszyscy są przekonani, że jest on gotów w każdej chwili wymyślić i zarządzić dowolny nonsens. Niby głupactwo ministerialnej krucjaty przeciwko Darwinowi wydaje się już nie do pobicia, ale coś mi mówi, że jeśli damy obecnemu kierownictwu MEN trochę czasu...

Rafał A. Ziemkiewicz

Posted at 03:51 pm by ziemkiewicz
Comment (1)  




Oct 28, 2006
Słuszność wojskowych służb

Trudno o coś bardziej kłopotliwego niż agenci WSI. Najpierw czytałem, że skoro już się okazało, iż są tam, gdzie ich być nie powinno, to trzeba wszystkich ujawnić. Trudno temu żądaniu odmówić słuszności - sytuacja, o jakiej słyszymy po likwidacji WSI, to patologia, jakiej żadne państwo nie może u siebie tolerować. Ale kiedy zapowiedziano ujawnienie wszystkich, nagle się okazało, że to byłoby nieodpowiedzialne, bo po czymś takim nikt już się na współpracę z polskim wywiadem i kontrwywiadem nie zgodzi. I temuargumentowi trudno odmówić słuszności.

Uznano zatem, że ujawniać się będzie tylko tych agentów, którzy zostali zwerbowani i działali z naruszeniem prawa. To również niewątpliwie słuszne, tylko natychmiast powstaje problem, kto ma decydować, którego agenta do jakiej kategorii zaliczyć. Koalicja zaproponowała, żeby zrobił to prezydent - trudno odmówić słuszności, bo w końcu to on jest najwyższym zwierzchnikiem sił zbrojnych, a więc i wojskowych służb. Opozycja nie chce o tym słyszeć, bo najzwyczajniej prezydentowi nie ufa.

Zaproponowała więc, aby o ujawnieniu decydował sąd. To również słuszne, tylko że sądy nie są zupełnie do takiej pracy przygotowane, i zanim cokolwiekzdołają orzec, minie rok albo i trzy. Odpowiedzią koalicji jest pomysł powołania przez prezydenta jakiegoś ciała kolegialnego, tyle że z udziałem... koalicjantów. To oczywiście realne, bo wraz z koalicjantami PiS, mając i Senat, i życzliwego prezydenta, może dziś przegłosować wszystko, nawet że Ziemia jest trójkątna. Tylko że dopuszczenie do decyzji Leppera i Giertycha nie uczyni ich bardziej wiarygodnymi, a przeciwnie.

Jedynym wyjściem jest powołanie do tego celu przy prezydencie kilkuosobowego zespołu, do którego wejdą nie politycy, ale autorytety, uznane także przez opozycję. Trzeba to zrobić szybko, wznosząc się dla dobra Polski ponad partyjne nienawiści - i mam nadzieję, że temu postulatowi nikt nie odmówi słuszności.

Rafał A. Ziemkiewicz

Posted at 03:53 pm by ziemkiewicz
Make a comment  




Oct 26, 2006
Złoto dla wrażliwych

Jak Sejm debatuje o podatkach, to zawsze jest wesoło. Ale najweselej, kiedy na mównicę wchodzą przedstawiciele lewicy. Zwłaszcza kiedy lewica akurat nie rządzi - bo jak rządzi, czyli odpowiada za wykonanie budżetu i ewentualne doprowadzenie państwa do ruiny, to troszkę się musi szczypać. A kiedy nie rządzi, okazywanie wrażliwości społecznej idzie jej jak z płatka. Co do tego, że obecnie lewica nie tylko nie rządzi, ale nie ma żadnej szansy dojść do władzy w przewidywalnej przyszłości, nikt nie mógł mieć wczoraj wątpliwości. SLD nazgłaszał do ustawy poprawek, które polegały na przyznaniu rozmaitym grupom społecznym jakichś ulg. W tym takich, które kiedyś istniały i które sam SLD w czasie swoich rządów zlikwidował. Pytany, czy nie dostrzega własnej śmieszności, lider lewicy bez cienia zażenowania wyjaśnił, że wtedy lewica ulgi likwidować musiała, bo sytuacja budżetu była trudna. Że obecnie sytuacja budżetu lewicy nie obchodzi, a wręcz skwitowałaby jego ewentualne załamanie okrzykami radości, dodawać nie musiał, bo to oczywiste.

Szkoda, że nie podano prawdziwego wyjaśnienia - że lewica musiała odebrać studentom tańsze przejazdy publiczną komunikacją, bo nawalił pułkownik Lesiak. Przecież, jak przeczytałem w jego zamieszczonym wczoraj życiorysie, pośród innych ważnych poruczeń szukał on dla ministra Kołodki złota NSDAP. Szukał niestety niedbale albo też za wcześnie nieopatrznie go z resortu wyrzucono, w każdym razie nie znalazł. A skoro nie znalazł, to znaczy, że gdzieś ono nadal czeka na odkrywcę. Podobnie jak skarb templariuszy, skarby Azteków, kasa generała Samsonowa i latające talerze Hitlera (które też można by opchnąć za duże pieniądze).

Prawdę mówiąc, zamiast marnować czas na jałowe dyskusje, lepiej by politycy, zwłaszcza lewicowi, zrobili, biorąc kilofy i jadąc śladem Lesiaka przeszukiwać karkonoskie pieczary. Bo innego sposobu na sfinansowanie ich wrażliwości społecznej naprawdę nie ma.

Rafał A. Ziemkiewicz

Posted at 03:54 pm by ziemkiewicz
Make a comment  




Oct 23, 2006
Zacietrzewienie

Ileż to było kpin, w najlepszym razie dobrotliwych pouczeń, ilekroć jakiś prawicowy radny, choćby nawet w niedużej miejscowości, chciał usunąć czyjś pomnik. Z punktu uświadamiano mu, jak niemądre jest poprawianie historii, w której przecież nic nie było jednoznaczne, i jak to nieładnie eksponowaniem czyichś błędów (bo przecież błędy każdy popełnia) negować czyjeś zasługi. A co się działo, gdy w pewnej miejscowości radni sprzeciwili się nadaniu szkole imienia Jana Brzechwy, wypominając mu wredne stalinowskie wierszydła? A kiedy w Krakowie ktoś zaprotestował przeciwko honorowaniu w podobny sposób Piotra Skrzyneckiego, argumentując, że człowiek, który przez wiele lat nie trzeźwiał, nie jest dobrym wzorem dla młodzieży?

A, mój Boże, nie śmiem przypominać, ileż gromów padło na tych, co odmawiali pochówku na Skałce Czesławowi Miłoszowi z powodu kilku jego nieżyczliwych Polsce i Polakom wypowiedzi.

Otóż w Warszawie zawiązał się komitet protestu przeciwko pomnikowi Romana Dmowskiego jako antysemity i głosiciela nienawiści. Ku zawstydzeniu są w nim Maria Janion i Marek Edelman, co pewnie sprawi, że tej akurat inicjatywy nikt kwestionować się nie ośmieli. Trudno, muszę więc to wziąć na swoje oszołomskie barki. Pomińmy, że Dmowski nie był antysemitą w naszym, współczesnym sensie, a do takich "antysemitów" jak on należała w XIX wieku większość szanowanych do dziś polityków europejskich. Owszem, jego darwinistyczne spojrzenie na stosunki między narodami zainspirowało wielu antysemitów, a i samemu na starość padło na mózg. Ale przecież nie za to mu stawiamy pomnik, tylko za to, że był jednym z dwóch politycznych przywódców, dzięki których pracy Polska odzyskała niepodległość. Że w 1918 przeprowadził nas z obozu państw centralnych między zwycięzców. I za to, że całe swe życie poświęcił pracy dla dobra Polski, tak jak je najszczerzej widział. Trzeba naprawdę szalonej dozy ideologicznego zacietrzewienia, żeby tych zasług nie uważać za warte pomnika.

Rafał A. Ziemkiewicz

Posted at 06:45 pm by ziemkiewicz
Comments (4)  




Oct 21, 2006
W saloniku

Co to takiego TPPR? Wcale nie Towarzystwo Przyjaźni, które się państwu kojarzy, tylko "Towarzysze PiS, Prorządowi Redaktorzy". Nie wiem, czy Tomasz Lis, który pochwalił się tym bon motem na antenie Radia Tok FM, wymyślił go sam, czy tylko zacytował, w każdym razie chodziło mu o zdeprecjonowanie kolegów po fachu, którzy przypadkiem mają inne zdanie od niego. Zresztą bon mot wyraźnie spodobał się pozostałym dyskutantom, którzy niezwykle zgodnie, jak to komentatorzy Tok FM, uznali zainteresowanie tygodnika "Wprost" i państwowej telewizji taśmami Gudzowatego za naganne i zamiast sednem sprawy zajęli się dociekaniem, komu to służy i kto za tym stoi.

Te dwa pytania, mam wrażenie, w pewnym dziennikarskim saloniku - powiedziałbym, saloniku podupadłym, bo skupia tych, którzy do niedawna byli jedynie słuszni, a teraz słuszni są tylko we własnym gronie - stały się nagle najważniejszym narzędziem dziennikarskiego komentarza. Nie jest ważne, czy poseł Sz. i posłanka J. wzięli łapówki, ale wyłącznie dlaczego aresztowano ich za to akurat teraz. Nie jest problemem, że prominenci lewicy za psi grosz przechwycili należące do miasta mieszkania, problemem jest, że fakt ten ujawniono niechybnie w celu rozpętania politycznej nagonki. Przestaje się liczyć, czy ta albo inna nieprawidłowość rzeczywiście miała miejsce, ważne jest wyłącznie, komu posłuży mówienie o niej. Jeśli ma posłużyć znienawidzonym "kaczorom", to nie należy mówić.

Inna z prominentnych postaci saloniku Jacek Żakowski w komentarzu dla "Dziennika" oznajmia, że dziennikarz nie może być agentem tajnych służb. Już się ucieszyłem, że jednak jest między nami jeszcze jakaś wspólnota wartości, ale niemal na tym samym oddechu oznajmia Żakowski, że dziennikarz-agent byłby równie niewiarygodny jak ten, który słucha własnego naczelnego. Czyli właściwie nie ma różnicy między kapusiem bądź agentem wpływu a każdym innym.

Chyba że, domyślam się, agentem okazałby się ktoś spoza saloniku.

Rafał A. Ziemkiewicz

Posted at 06:43 pm by ziemkiewicz
Make a comment  




Oct 19, 2006
Redaktor Kali

Pani Ewa Sowińska, rzecznik praw dziecka, wpadła na pomysł, aby pary wspólnie mieszkające musiały rejestrować się w urzędach. Takie pary bowiem często wychowują dzieci i doświadczenie pokazuje, że właśnie takie dzieci z luźnych związków najczęściej narażone są na rozmaite patologie. Cel więc wzniosły, natomiast sam pomysł... No cóż, chyba szkoda się długo rozwodzić. Na usprawiedliwienie pani rzecznik można powiedzieć tyle tylko, że sprawując pozbawiony sensu urząd, trudno występować z czymś sensownym, a z kolei powstrzymanie się od występowania zupełnie prowokuje media do zadawania retorycznych pytań, na co idą pieniądze podatników.

Toteż pomysł, jak wiele innych chybionych inicjatyw, uświerkłby pewnie cichutko w jakiejś ministerialnej szufladzie, gdyby nie wydobyli go dziennikarze opiniotwórczego dziennika, aby się trochę ponabijać. Udali się do resortu pracy (do któregoskierowany był postulat, choć tam o nim nic nie wiedziano), by konfundować przedstawicielkę resortu szampańskimi pytaniami w rodzaju: a jak para zamieszka ze sobą w sobotę, to przecież w weekend urzędy są nieczynne, albo: a może rejestrować każdy stosunek seksualny, to wtedy urzędowi nic nie umknie. Ubaw po pachy, niech ja skonam.

Jest tylko jeden drobny zgrzyt. Pomysł pani rzecznik jest oczywiście pomysłem chorym, ale ani odrobinę bardziej niż wprowadzanie kar za rodzicielskiego klapsa, niż urządzanie rozmaitych infolinii, na które dzwoniąc, niezadowolone dziecko może wsadzić rodziców do więzienia, niż ustanawianie najwyższą władzą w rodzinie, ponad rodzicami i pomiędzy nimi a dziećmi, komisarza socjalnego. Te pomysły wspomniana gazeta lansuje notorycznie i nigdy nie pozwoliła sobie na najdrobniejszą kpinkę z nawiedzeńców, którzy z nimi występują. Bo są to pomysły postępowe, importowane z postępowego Zachodu i wymierzone przeciwko patriarchatowi. A pani rzecznik jest z LPR.

Znowu dał o sobie znać wpływowy w naszych mediach redaktor Kali.

Rafał A. Ziemkiewicz

Posted at 06:43 pm by ziemkiewicz
Make a comment  




Next Page

Felietony Rafała A. Ziemkiewicza są wyłącznie jego własnością.

Ja tu tylko sprzątam (idąc za przykładem rybinski.blog.pl w celu popularyzacji Ziemkiewiczowej Twórczości).

pozdrawiam






<< January 2012 >>
Sun Mon Tue Wed Thu Fri Sat
01 02 03 04 05 06 07
08 09 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31






Contact Me

If you want to be updated on this weblog Enter your email here:




rss feed