 |
|
Nov 30, 2006
Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie bronił
nazistowskich zabaw w palenie swastyk i marsze z pochodniami. Ale
oskarżenia sypiące się przez cały wczorajszy dzień ze wszystkich mediów
zostały chyba sformułowane zbyt pochopnie.
Nic, poza tytułem w nowo otwartym portalu internetowym, nie
wskazuje na odpowiedzialność za nazistowski zlot w Zabrzu Młodzieży
Wszechpolskiej. Jedna zidentyfikowana uczestniczka to do sformułowania
takiego zarzutu jeszcze za mało. Tymczasem samo zadanie pytania o
dowody już uważane jest za obronę "tego faszysty Giertycha". Jeśli
autor tego filmu zdobędzie się na odwagę sformułowania oskarżeń pod
własnym nazwiskiem, jeśli Młodzieży Wszechpolskiej i Romanowi
Giertychowi udowodnione zostanie, że kłamią, twierdząc, iż organizacja
ta nie ma z nazistowskim sabatem nic wspólnego - całym sercem poprę
żądanie wyciągnięcia wobec nich prawnych i politycznych konsekwencji.
Ale na razie chór lewicowych polityków zakrawa mi na zwykłą hucpę, w
której nie chodzi bynajmniej o przestrogę przed nazistowskim
zagrożeniem - bo w Polsce, na szczęście,takiego zagrożenia nie ma -
tylko o unurzanie politycznych przeciwników w błocie. O stworzenie
propagandowej symetrii pomiędzy tradycją Dmowskiego i Narodowej
Demokracji a hitlerowskim nazizmem, o przypięcie rządowi Kaczyńskiego
łatki jeśli nie "faszystowskiego", to przynajmniej "faszyzującego" (cóż
właściwie to słowo konkretnie znaczy?), i, jak to już parę razy się
zdarzyło, pójściu z tym na skargę do Europy. A zachodnie salony,
zwłaszcza w tych krajach, które tolerują u siebie prawdziwą recydywę
antysemityzmu bądź nazizmu, podchwytują takie okazje z ochotą,
rozpisując się w swych gazetach, jaka to z Polski oaza faszyzmu:
współrządzi partia jawnie nazistowska, Żydzi i homoseksualiści boją się
wyjść na ulicę, a dziennikarze boją się pisać, co naprawdę myślą - i
jakby co, na wszystko są dowody w wypowiedziach nielicznych walczących
z reżimem Polaków. Stwierdzenie, że w pogoni za sensacją i w walce
politycznej powinny obowiązywać jakieś granice, zawsze wydawało mi się
truizmem - a tymczasem niepostrzeżenie staje się głosem wołającego na
puszczy. Rafał A. Ziemkiewicz
Posted at 02:12 pm by ziemkiewicz
Permalink
Nov 29, 2006
W starym kawale sprzedawca papug prezentuje klientowi coraz droższe,
coraz to piękniej ubarwione i znające coraz więcej języków obcych
okazy, aż w końcu okazuje się, że najdroższa w całym sklepie jest
papuga zupełnie niepozorna, nieznająca języków i szara. - Ona?
Dlaczego? - dziwi się klient. Na co sprzedawca: - Widzi pan, bo sam nie
wiem, czemu te wszystkie pozostałe mówią do niej "szefie". Z niewielką
zmianą jest to kawał o sekretarzu generalnym Platformy Obywatelskiej
Grzegorzu Schetynie. Trudno powiedzieć, żeby się czymś specjalnym
wyróżnił. Nie zasiadał w żadnej sławnej komisji śledczej, nie
poprowadził żadnej wielkiej akcji politycznej, nie przewodził blokadom
ani strajkom. W badaniach sympatii do polityków w ogóle nie
występuje, bo przeciętnemu wyborcy jego twarz i nazwisko nic nie mówią.
Ale, nie wiedzieć czemu, wszyscy się go boją. Przynajmniej w Platformie
Obywatelskiej. Schetyna ma tam bowiem opinię człowieka od
załatwiania za Donalda Tuska tych spraw, których Tuskowi nie wypada
załatwiać osobiście. Obecnie taką sprawą jest Jan Rokita, i, jak
informują dziennikarze śledzący te sprawy pilniej ode mnie, Grzegorz
Schetyna jest już w drodze do Małopolski, z odpowiednimi poleceniami
dla tamtejszych struktur. Tusk przynajmniej ma komu takie
sprawy zlecać, podczas gdy Jarosław Kaczyński aktów partyjnej
eksterminacji musi dokonywać osobiście. A stoi przed podobną potrzebą,
tylko że jego problem nazywa się Marcinkiewicz. Ciekawe jest
podobieństwo sytuacji obu przeżutych przez swoje partie i porzucanych
dziś polityków - jeden zbyt liberalny dla partii ludowo-narodowej,
drugi zbyt konserwatywny dla coraz bardziej lewicujących liberałów.
Może założą razem własne ugrupowanie? Dziś to wydaje się
nieprawdopodobne. Ale kto jeszcze tydzień temu spodziewał się,
że Giertych surowo nakaże swym radnym wejść w sojusz z SLD? Choć to
akurat jest zupełnie logiczne - najwyższy czas odbudować na lewicy
skrzydło moczarowskie. Dla obu stron to powrót sentymentalny: dla
Giertycha do rodzinnej tradycji "rady konsultacyjnej", a dla byłych
działaczy PZPR do świetnych czasów przewodzenia "stronnictwom
sojuszniczym". Rafał Ziemkiewicz
Posted at 02:16 pm by ziemkiewicz
Permalink
Nov 28, 2006
"Trybuna" wytropiła aferę w telewizji publicznej:
Marcin Wolski dostał z TVP zlecenie na napisanie noworocznej szopki!
Marcin Wolski, jak wiadomo, ma poglądy zdecydowanie solidarnościowe,
nie ukrywał nigdy swej sympatii dla prawicy, a na dodatek jest
dyrektorem Programu 1 Polskiego Radia. Wszystko to daje organowi
centrolewu asumpt do krzyku, że to "sami swoi" i kolesiowska przysługa
jednego prawicowca dla drugiego. Niestety nie wszystko do tej prostej
jak cios cepa teorii pasuje. Przede wszystkim szopkę pisze Wolski razem
z Markiem Majewskim, autorem takich przebojów, jak " PiS da radę" czy
"Konduktorze morowy, zabierz nas do Włoszczowy". Na dodatek akurat
ostatnio, na jubileuszu "Kabaretowej sceny przyjaciół Marka
Majewskiego", pojawił się na tejże scenie Marek Borowski - zrobić z
Majewskiego kolesia PiS nijak się nie da. Lewicowi tropiciele afer
udają więc, że w ogóle nie wiedzą, kto zacz, nazywając go "byłym
felietonistą tygodnika "Wprost"". Dlaczego nie "aktualnym
współpracownikiem tygodnika " Newsweek""? Albo nie czytają żadnych
gazet poza swoją, albo uważają, że "Wprost" skojarzy się ich
czytelnikom bardziej prawicowo i prorządowo. Udają też autorzy
aferalnej enuncjacji, że nie wiedzą, iż spółka autorska Wolski -
Majewski pisze noworoczne szopki dla TVP 1 od wielu lat i, o dziwo, że
zamawiano je u niej także za rządów lewicy. I że wtedy również nie
urządzano na pisanie szopki (ani, dajmy na to, kabarecików Lipińskiej)
żadnych publicznych przetargów, czego zdaje się domagać "Trybuna", bo
zamawianie programów nie u autorów, tylko w drodze przetargu, byłoby
nonsensem dla wszystkich, poza autorami "Trybuny", oczywistym. Za swą
czujność powinna "Trybuna" dostać od PiS jakiś dyplom. Pokazując, że
przy wszystkich swych staraniach nie może znaleźć żadnej większej afery
na pierwszą stronę weekendowego wydania, wystawia przecież obecnej
władzy jak najlepsze świadectwo. Rafał Ziemkiewicz
Posted at 02:17 pm by ziemkiewicz
Permalink
Nov 2, 2006
Niefortunna inicjatywa PO, jaką był raport o mediach publicznych,
odwróciła uwagę od innego, znacznie ciekawszego jej posunięcia. Myślę o
złożeniu doniesienia do prokuratury na posła Przemysława Gosiewskiego w
związku z wybudowanym za jego sprawą dworcem kolejowym we Włoszczowie.
Zdaniem dwojga posłów PO Gosiewski, decydując o obdarowaniu mieszkańców
wspomnianego miasteczka budowlą wzniesioną za pieniądze podatników z
całej Polski, dopuścił się przestępstwa. Mam nadzieję, że
prokuratura doniesienia nie zignoruje. Obok procesu byłego ministra
skarbu Kaniewskiego, sądzonego z oskarżenia pewnej fundacji, jakoby nie
załatwił tego, co był obiecał w zamian za wręczoną mu łapówkę (pisałem
o sprawie w jednym z felietonów), proces Gosiewskiego byłby bowiem
najbardziej brzemienną w skutki sprawą w pitawalu III/IV RP. Gdyby sąd
orzekł, że polityk, używając pieniędzy publicznych na przekupywanie
swoich wyborców, popełnia przestępstwo, skutkiem byłby kopernikański
przewrót w polskiej polityce. Osiemdziesiąt, jeśli nie 99 procent
naszej klasy politycznej poszłoby siedzieć, a nowi politycy, zajmujący
miejsce aresztowanych, zaczęliby może uważać za swój cel służbę dobru
wspólnemu, a nie zapewnienie sobie reelekcji poprzez przekupywanie
elektoratu wcześniejszymi emeryturami, dopłatami, gwarantowanymi cenami
skupu etc., wszystko oczywiście na koszt budżetu. Być może nawet
zaczęliby rozumieć, że budżet to niejako wspólna składka obywateli na
wspólne cele, a nie wór niczyich pieniędzy, z których ten, kto akurat
dorwie się do władzy, może korzystać wedle swojego widzimisię. A
gdyby sąd przyznał Gosiewskiemu prawo do wydawania publicznych
pieniędzy na kupowanie głosów w swoim okręgu... To cóż, nic by się nie
zmieniło. Tak jak nic nie zmienia się w traktowaniu naszych pieniędzy
po każdych kolejnych wyborach. Tyle że praktyka rabowania przez
polityków podatnika zyskałaby urzędowe uzasadnienie na piśmie, co też
byłoby coś warte. Rafał A. Ziemkiewicz
Posted at 03:49 pm by ziemkiewicz
Permalink
Oct 30, 2006
Najlepszy prima aprilis, jaki pamiętam z Peerelu, stanowiła
informacja o wprowadzeniu kartkowej sprzedaży prezerwatyw. Nie pomnę,
która gazeta wymyśliła ten szatański żart, ale przypominam sobie, że w
odnośnym tekście szczegółowo wyliczono wielkość przydziałów, która
uzależniona miała być od wieku. Ponieważ kartki miały przysługiwać
jedynie pełnoletnim, w mojej szkole zapanowało autentyczne oburzenie i
nastroje rewolucyjne. Co istotne, ani wśród nas, ani wśród próbujących
uśmierzyć gniew nauczycieli długo nikt nie skojarzył, że to przecież 1
kwietnia. Na kartki sprzedawano wtedy nawet gacie, z wymianą dwóch par
kalesonów na sześć par damskich majtek lub klapki kąpielowe, przy czym
w geesie zamiast klapek dawali na ten sam kupon gumofilce, a w aptece
irygator (może przesadzam, ale kto te czasy pamięta, wie, że tylko
trochę). Coś, co powinno na pierwszy rzut oka zdradzać wygłup, w tym
kontekście wyglądało tak prawdopodobnie, że trudno się było nie nabrać.
Bardzo podobnie jest z żartem nieznanego dowcipnisia z
Częstochowy, który rozesłał po szkołach w całej okolicy mejla niby to
od ministra Giertycha, nakazując podjąć organizacyjne przygotowania do
wprowadzenia zamiast obecnej religii dwóch nowych przedmiotów - religii
ogólnej i religioznawstwa. Część dyrektorów posłusznie rzuciła się
wykonywać wytyczne, część pisać listy protestacyjne, natomiast prawie
nikt nie wziął pod uwagę możliwości, że list jest fałszywy i ktoś po
prostu się wygłupia. Trudno o bardziej dojmujący znak, do
jakiego stopnia Giertych nie nadaje się na swoje stanowisko. Owszem,
strzelając wciąż nowymi pomysłami, zdołał parę razy wymyślić coś
sensownego, ale wynikło to głównie z rachunku prawdopodobieństwa. W
szkołach jedni ministra lubią, inni nie, ale wszyscy są przekonani, że
jest on gotów w każdej chwili wymyślić i zarządzić dowolny nonsens.
Niby głupactwo ministerialnej krucjaty przeciwko Darwinowi wydaje się
już nie do pobicia, ale coś mi mówi, że jeśli damy obecnemu
kierownictwu MEN trochę czasu... Rafał A. Ziemkiewicz
Posted at 03:51 pm by ziemkiewicz
Permalink
Oct 28, 2006
Słuszność wojskowych służb
Trudno o coś bardziej kłopotliwego niż
agenci WSI. Najpierw czytałem, że skoro już się okazało, iż są tam,
gdzie ich być nie powinno, to trzeba wszystkich ujawnić. Trudno temu
żądaniu odmówić słuszności - sytuacja, o jakiej słyszymy po likwidacji
WSI, to patologia, jakiej żadne państwo nie może u siebie tolerować.
Ale kiedy zapowiedziano ujawnienie wszystkich, nagle się okazało, że to
byłoby nieodpowiedzialne, bo po czymś takim nikt już się na współpracę
z polskim wywiadem i kontrwywiadem nie zgodzi. I temuargumentowi trudno
odmówić słuszności.
Uznano zatem, że ujawniać się będzie tylko tych agentów, którzy
zostali zwerbowani i działali z naruszeniem prawa. To również
niewątpliwie słuszne, tylko natychmiast powstaje problem, kto ma
decydować, którego agenta do jakiej kategorii zaliczyć. Koalicja
zaproponowała, żeby zrobił to prezydent - trudno odmówić słuszności, bo
w końcu to on jest najwyższym zwierzchnikiem sił zbrojnych, a więc i
wojskowych służb. Opozycja nie chce o tym słyszeć, bo najzwyczajniej
prezydentowi nie ufa. Zaproponowała więc, aby o ujawnieniu decydował
sąd. To również słuszne, tylko że sądy nie są zupełnie do takiej pracy
przygotowane, i zanim cokolwiekzdołają orzec, minie rok albo i trzy.
Odpowiedzią koalicji jest pomysł powołania przez prezydenta jakiegoś
ciała kolegialnego, tyle że z udziałem... koalicjantów. To oczywiście
realne, bo wraz z koalicjantami PiS, mając i Senat, i życzliwego
prezydenta, może dziś przegłosować wszystko, nawet że Ziemia jest
trójkątna. Tylko że dopuszczenie do decyzji Leppera i Giertycha nie
uczyni ich bardziej wiarygodnymi, a przeciwnie. Jedynym
wyjściem jest powołanie do tego celu przy prezydencie kilkuosobowego
zespołu, do którego wejdą nie politycy, ale autorytety, uznane także
przez opozycję. Trzeba to zrobić szybko, wznosząc się dla dobra Polski
ponad partyjne nienawiści - i mam nadzieję, że temu postulatowi nikt
nie odmówi słuszności. Rafał A. Ziemkiewicz
Posted at 03:53 pm by ziemkiewicz
Permalink
Oct 26, 2006
Jak Sejm debatuje o podatkach, to zawsze jest wesoło. Ale
najweselej, kiedy na mównicę wchodzą przedstawiciele lewicy. Zwłaszcza
kiedy lewica akurat nie rządzi - bo jak rządzi, czyli odpowiada za
wykonanie budżetu i ewentualne doprowadzenie państwa do ruiny, to
troszkę się musi szczypać. A kiedy nie rządzi, okazywanie wrażliwości
społecznej idzie jej jak z płatka. Co do tego, że obecnie lewica nie
tylko nie rządzi, ale nie ma żadnej szansy dojść do władzy w
przewidywalnej przyszłości, nikt nie mógł mieć wczoraj wątpliwości. SLD
nazgłaszał do ustawy poprawek, które polegały na przyznaniu rozmaitym
grupom społecznym jakichś ulg. W tym takich, które kiedyś istniały i
które sam SLD w czasie swoich rządów zlikwidował. Pytany, czy nie
dostrzega własnej śmieszności, lider lewicy bez cienia zażenowania
wyjaśnił, że wtedy lewica ulgi likwidować musiała, bo sytuacja budżetu
była trudna. Że obecnie sytuacja budżetu lewicy nie obchodzi, a wręcz
skwitowałaby jego ewentualne załamanie okrzykami radości, dodawać nie
musiał, bo to oczywiste. Szkoda, że nie podano prawdziwego
wyjaśnienia - że lewica musiała odebrać studentom tańsze przejazdy
publiczną komunikacją, bo nawalił pułkownik Lesiak. Przecież, jak
przeczytałem w jego zamieszczonym wczoraj życiorysie, pośród innych
ważnych poruczeń szukał on dla ministra Kołodki złota NSDAP. Szukał
niestety niedbale albo też za wcześnie nieopatrznie go z resortu
wyrzucono, w każdym razie nie znalazł. A skoro nie znalazł, to znaczy,
że gdzieś ono nadal czeka na odkrywcę. Podobnie jak skarb templariuszy,
skarby Azteków, kasa generała Samsonowa i latające talerze Hitlera
(które też można by opchnąć za duże pieniądze). Prawdę mówiąc,
zamiast marnować czas na jałowe dyskusje, lepiej by politycy, zwłaszcza
lewicowi, zrobili, biorąc kilofy i jadąc śladem Lesiaka przeszukiwać
karkonoskie pieczary. Bo innego sposobu na sfinansowanie ich
wrażliwości społecznej naprawdę nie ma. Rafał A. Ziemkiewicz
Posted at 03:54 pm by ziemkiewicz
Permalink
Oct 23, 2006
Ileż to było kpin, w najlepszym razie dobrotliwych pouczeń, ilekroć
jakiś prawicowy radny, choćby nawet w niedużej miejscowości, chciał
usunąć czyjś pomnik. Z punktu uświadamiano mu, jak niemądre jest
poprawianie historii, w której przecież nic nie było jednoznaczne, i
jak to nieładnie eksponowaniem czyichś błędów (bo przecież błędy każdy
popełnia) negować czyjeś zasługi. A co się działo, gdy w pewnej
miejscowości radni sprzeciwili się nadaniu szkole imienia Jana
Brzechwy, wypominając mu wredne stalinowskie wierszydła? A kiedy w
Krakowie ktoś zaprotestował przeciwko honorowaniu w podobny sposób
Piotra Skrzyneckiego, argumentując, że człowiek, który przez wiele lat
nie trzeźwiał, nie jest dobrym wzorem dla młodzieży? A, mój
Boże, nie śmiem przypominać, ileż gromów padło na tych, co odmawiali
pochówku na Skałce Czesławowi Miłoszowi z powodu kilku jego
nieżyczliwych Polsce i Polakom wypowiedzi. Otóż w Warszawie
zawiązał się komitet protestu przeciwko pomnikowi Romana Dmowskiego
jako antysemity i głosiciela nienawiści. Ku zawstydzeniu są w nim Maria
Janion i Marek Edelman, co pewnie sprawi, że tej akurat inicjatywy nikt
kwestionować się nie ośmieli. Trudno, muszę więc to wziąć na swoje
oszołomskie barki. Pomińmy, że Dmowski nie był antysemitą w naszym,
współczesnym sensie, a do takich "antysemitów" jak on należała w XIX
wieku większość szanowanych do dziś polityków europejskich. Owszem,
jego darwinistyczne spojrzenie na stosunki między narodami
zainspirowało wielu antysemitów, a i samemu na starość padło na mózg.
Ale przecież nie za to mu stawiamy pomnik, tylko za to, że był jednym z
dwóch politycznych przywódców, dzięki których pracy Polska odzyskała
niepodległość. Że w 1918 przeprowadził nas z obozu państw centralnych
między zwycięzców. I za to, że całe swe życie poświęcił pracy dla dobra
Polski, tak jak je najszczerzej widział. Trzeba naprawdę szalonej dozy
ideologicznego zacietrzewienia, żeby tych zasług nie uważać za warte
pomnika. Rafał A. Ziemkiewicz
Posted at 06:45 pm by ziemkiewicz
Permalink
Oct 21, 2006
Co to takiego TPPR? Wcale nie Towarzystwo Przyjaźni, które się
państwu kojarzy, tylko "Towarzysze PiS, Prorządowi Redaktorzy". Nie
wiem, czy Tomasz Lis, który pochwalił się tym bon motem na antenie
Radia Tok FM, wymyślił go sam, czy tylko zacytował, w każdym razie
chodziło mu o zdeprecjonowanie kolegów po fachu, którzy przypadkiem
mają inne zdanie od niego. Zresztą bon mot wyraźnie spodobał się
pozostałym dyskutantom, którzy niezwykle zgodnie, jak to komentatorzy
Tok FM, uznali zainteresowanie tygodnika "Wprost" i państwowej
telewizji taśmami Gudzowatego za naganne i zamiast sednem sprawy zajęli
się dociekaniem, komu to służy i kto za tym stoi. Te dwa
pytania, mam wrażenie, w pewnym dziennikarskim saloniku -
powiedziałbym, saloniku podupadłym, bo skupia tych, którzy do niedawna
byli jedynie słuszni, a teraz słuszni są tylko we własnym gronie -
stały się nagle najważniejszym narzędziem dziennikarskiego komentarza.
Nie jest ważne, czy poseł Sz. i posłanka J. wzięli łapówki, ale
wyłącznie dlaczego aresztowano ich za to akurat teraz. Nie jest
problemem, że prominenci lewicy za psi grosz przechwycili należące do
miasta mieszkania, problemem jest, że fakt ten ujawniono niechybnie w
celu rozpętania politycznej nagonki. Przestaje się liczyć, czy ta albo
inna nieprawidłowość rzeczywiście miała miejsce, ważne jest wyłącznie,
komu posłuży mówienie o niej. Jeśli ma posłużyć znienawidzonym
"kaczorom", to nie należy mówić. Inna z prominentnych postaci
saloniku Jacek Żakowski w komentarzu dla "Dziennika" oznajmia, że
dziennikarz nie może być agentem tajnych służb. Już się ucieszyłem, że
jednak jest między nami jeszcze jakaś wspólnota wartości, ale niemal na
tym samym oddechu oznajmia Żakowski, że dziennikarz-agent byłby równie
niewiarygodny jak ten, który słucha własnego naczelnego. Czyli
właściwie nie ma różnicy między kapusiem bądź agentem wpływu a każdym
innym. Chyba że, domyślam się, agentem okazałby się ktoś spoza saloniku. Rafał A. Ziemkiewicz
Posted at 06:43 pm by ziemkiewicz
Permalink
Oct 19, 2006
Pani Ewa Sowińska, rzecznik praw dziecka, wpadła na pomysł, aby
pary wspólnie mieszkające musiały rejestrować się w urzędach. Takie
pary bowiem często wychowują dzieci i doświadczenie pokazuje, że
właśnie takie dzieci z luźnych związków najczęściej narażone są na
rozmaite patologie. Cel więc wzniosły, natomiast sam pomysł... No cóż,
chyba szkoda się długo rozwodzić. Na usprawiedliwienie pani rzecznik
można powiedzieć tyle tylko, że sprawując pozbawiony sensu urząd,
trudno występować z czymś sensownym, a z kolei powstrzymanie się od
występowania zupełnie prowokuje media do zadawania retorycznych pytań,
na co idą pieniądze podatników. Toteż pomysł, jak wiele innych
chybionych inicjatyw, uświerkłby pewnie cichutko w jakiejś
ministerialnej szufladzie, gdyby nie wydobyli go dziennikarze
opiniotwórczego dziennika, aby się trochę ponabijać. Udali się do
resortu pracy (do któregoskierowany był postulat, choć tam o nim nic
nie wiedziano), by konfundować przedstawicielkę resortu szampańskimi
pytaniami w rodzaju: a jak para zamieszka ze sobą w sobotę, to przecież
w weekend urzędy są nieczynne, albo: a może rejestrować każdy stosunek
seksualny, to wtedy urzędowi nic nie umknie. Ubaw po pachy, niech ja
skonam. Jest tylko jeden drobny zgrzyt. Pomysł pani rzecznik
jest oczywiście pomysłem chorym, ale ani odrobinę bardziej niż
wprowadzanie kar za rodzicielskiego klapsa, niż urządzanie rozmaitych
infolinii, na które dzwoniąc, niezadowolone dziecko może wsadzić
rodziców do więzienia, niż ustanawianie najwyższą władzą w rodzinie,
ponad rodzicami i pomiędzy nimi a dziećmi, komisarza socjalnego. Te
pomysły wspomniana gazeta lansuje notorycznie i nigdy nie pozwoliła
sobie na najdrobniejszą kpinkę z nawiedzeńców, którzy z nimi występują.
Bo są to pomysły postępowe, importowane z postępowego Zachodu i
wymierzone przeciwko patriarchatowi. A pani rzecznik jest z LPR. Znowu dał o sobie znać wpływowy w naszych mediach redaktor Kali. Rafał A. Ziemkiewicz
Posted at 06:43 pm by ziemkiewicz
Permalink
|
|
|
 |
 |
|  |
 |
Felietony Rafała A. Ziemkiewicza są wyłącznie jego własnością. Ja tu tylko sprzątam (idąc za przykładem rybinski.blog.pl w celu popularyzacji Ziemkiewiczowej Twórczości).
pozdrawiam
|
 |
 |
|  |
|
|
 |